Polecany post

16 lutego 2018, wracam do kraju, a co potem?

fot. wojtek111 -Polska ma najwyzszy wskaznik umow terminowych w calej UE - podsumowal polski rynek pracy Dominik Owczarek z Instytutu S...

4 wrzesnia 2013, sroda - Polacy jada do pracy

Autobus jednego z popularnych przewoznikow miedzynarodowych. Na bocznych czesciach karoserii tytul: "coach of the year". Wysoki podjazd, nie mozna pogapic sie na pasazerow. Sprawdzanie biletu i naklejanie etykiet na bagaz trwa 25 minut, choc kierowcow jest trzech i jeden bagazowy. Kazdy cierpliwie podchodzi do drzwi i pokazuje bilet.
- Ile sztuk bagazu? - pyta kierowca kobiete stojaca przede mna. Drobna, lekko po 50-tce, w bezowym wytartym, luznym swetrze. Kiwa glowa, ze nie rozumie.
- Pa ruski gawarysz? Inglisz? - przeciagle patrzy na nia kierowca.
- J 'a un billet - mowi francuszczyzna i pokazuje bagaz.
- Mr. le conducteur a demande combien pieces de baggage vous possedez - niesmialo podpowiedzialam. Kobieta lekko przechylila glowe w moja strone i pokazala, ze ma jeden bagaz.
- Dokad? - zapytal tym razem bagazowy.
- Mr. vous a demande ou vous partez - wtracilam sie. Kobieta pokazala bilet i odpedzila mnie gestem niczym natretna muche. Potem szybko weszla do autobusu i zajela jedno z ostatnich miejsc.
Moja kolei do rejestracji.  

Na kilka godzin przed planowanym odjazdem 2 wrzesnia z Warszawy w zasadzie nie ma miejsc. W srodku juz od kilku godzin siedza pasazerowie z innych czesci Polski: Bydgoszczy, Elblaga, Gdanska, Lublina. Przygladam sie bacznie przekrojowi demograficznemu pasazerow pomna, ze w autobusie tej samej firmy 7 lat temu, ale w odwrotnym kierunku, byla balanga brukarzy. A zatem:

- przod autobusu okupuja krzykliwi Polacy - jakas rodzina wielopoleniowa dolaczajaca do pracujacego zagranica Polaka. Ich ekscytacje wyraza glosne: JEDZIEMY! najstarszego czlonka rodziny - jechali do Francji
- w czesci centralnej usiadly dwie rodziny: ojciec z synem mowiacy miksem rosyjskiego i jezykiem czeczenskim. Syn maloletni, sporo kaszlal po drodze - jechali do Rzymu
- kobieta z dwojka dzieci - mowiaca po czeczensku, jadaca do Rzymu
- dwoch Ukraincow spiacych prawie cala droge do przesiadki - jechali do Rzymu
- polska matka z synem zaczynajacym studia w Strasbourgu
- dwoch studentow jadacych do Paryza
- Belzka siedzaca obok mnie jadaca do Liege
- Francuzka, ktora nie chciala pomocy w rozmowie z kierowca, jadaca na poludnie Francji
- kilkoro Ukraincow jadacych do Rzymu wsrod ktorych jedna pasazerka miala omylkowo bilet do Paryza
- Niemka wracajaca do Berlina po odwiedzinach rodziny w Poznaniu
- polska rodzina z Poznania, ktora wyjezdzala na wspolny urlop do Paryza

Bardzo mnie cieszyl ten widok wielobarwnosci i wiele jezykow na pokladzie. W Berlinie wszystko nagle ucichlo - wiekszosc "naszych" cudzoziemcow przesiadla sie do dwoch pozostalych autokarow. Wsiedli inni - przewaznie mlode Polki jadace do pracy w Belgii i Francji. Mialy ze soba swoje poduszki i zaglowki, kocyki - przyzwyczajone do trudow kilkunastogodzinnej wycieczki. W zasadzie ze soba nie rozmawialy poza tym, ze czekaly, az wysiada inni pasazerowie aby swobodnie rozlozyc sie w dwoch fotelach. Mezczyzn nie bylo.



 



Brak komentarzy: