Polecany post

16 lutego 2018, wracam do kraju, a co potem?

fot. wojtek111 -Polska ma najwyzszy wskaznik umow terminowych w calej UE - podsumowal polski rynek pracy Dominik Owczarek z Instytutu S...

15 maja 2015, O prekariacie i imigranckich prekariuszach

To slowo robi zaskakujaca kariere. W ciagu raptem kilku miesiecy jednoczy mlodych, starych, imigrantow, osiadlych. Z praca i bez pracy. Cecha charakterystyczna tej grupy spolecznej, jak chca ekonomisci i tworca pojecia Guy Standing, jest brak poczucia stabilizacji, zatrudnienie w oparciu o umowy nie dajace praw do ubezpieczenia albo dajace je w ograniczonym zakresie, niekorzystne warunki samego rynku pracy, ktory faworyzuje pracownikow na umowach tymczasowych czy umowy na czas okreslony. Warunki pracy i rynku pracy z kolei implikuja, w moim pojeciu dalece wazniejsze zjawiska socjologiczne: zycie na walizkach albo bytowanie "na garnuszku"u rodzicow i krewnych. Niepewny (ang. precarious) i proletariat to rdzenie etymologiczne tego pojecia.

Zaskakuje takze kontekst socjologiczny, ktory pozwolil uformowac grupe. Jak pisze Standing w swojej ksiazce, w 2001 roku w Mediolanie marsz 1 maja liczyl ok 5 tys uczestnikow. W 2005 roku - juz 10 razy wiecej. Niegdys kojarzony z pochwala socrealistycznego porzadku, w obecnych czasach 1 maja staje sie EuroMayDay - europejskim dniem walki o godne warunki pracy, masowa demonstracja kontrasystemowa zrzeszajaca w zasadzie reprezentantow kazdego zawodu i kazdej grupy spolecznej, wolaniem o pomoc (jesliby odwolac sie do "mayday") adresowanym do rzadu. Echa 1968 roku? Bynajmniej. To nie studenci inicjuja i wprawiaja w ruch machine prekariatu. To ludzie pracujacy za 7 dolarow za godzine, slabo oplacani pracownicy umyslowi i biurowi bez szans na awans, "wieczni" asystenci w korporacjach, pracownicy naukowi nie mogacy przebic szklanego sufitu. Ludzie, ktorym poczucie godnosci odmawia pojscia po zapomoge do systemowego biura opieki spolecznej. Albo, jesli pozostaniemy w USA, do kogos, komu udal sie "American Dream".

To zatem, co glosili rozmaici zwiazkowcy i przeciwnicy kapitalizmu, a takze ruch alterglobalistyczny (o ktorym cokolwiek zapomniano) - grupy mniejszosciowe i traktowane jeszcze kilka lat temu jako karnawal polityczny albo niegrozni ektremisci, staje sie glownym nurtem dyskursu, wciagajacym do walki albo co najmniej angazujacym rzesze ludzi obawiajacych sie o swoja przyszlosc. Wydaje sie, ze to krach systemu: krach panstw opiekunczych, krach ustroju kapitalistycznego, kryzys ekonomiczny per se oraz kryzys wartosci (juz nie marzymy o wycieczce zagranicznej, domu z kilkoma sypialniami, duzej rodzinie - marzymy o godnym starzeniu sie bez obawy o wyladowanie na ulicy), doprowadzily do rozkwitu tych populistycznych zrzeszen i samego nurtu populistycznego w polityce (vide wybory prezydenckie w Polsce).

Rzeczywiscie - kilka lat temu zycie na zasilku moze nie bylo najwlasciwszym wyborem, ale w wielu panstwach w Europie umozliwialo bytowanie na jako takim poziomie bez odmawiania sobie przyjemnosci. W tej chwili zaciskanie pasa staje sie tak uciazliwe, ze wielu niegdys prosperujacych obywateli wraca do pracy ponizej swoich kwalifikacji byle tylko zwiazac koniec z koncem. Osobiscie znam pewna pania w wieku 75 lat z tytulem baronessy, ktora po wielu dziesiecioleciach musiala wrocic do pracy w butiku z odzieza dla kobiet, bo pieniadze, ktore zainwestowala w pewnym belgijskim banku, znikly wraz z jego upadloscia. Synowie i wnuki tej Pani przezyli ogromny szok, bo nie byli w stanie wspomoc jej finansowo, zarabiajac swoja srednia krajowa.
Synowie Europejczykow po raz pierwszy zobaczyli, ze ciezka praca nie przynosi rezultatow.

Jak w tak dramatycznej sytuacji odnajduja sie imigranci? Jesli porownac system i panstwo do oceanu, to imigranci dziela los zdesperowanych uchodzcow dryfujacych na przepelnionej lodzi, ktora w kazdej chwili moze ich sciagnac na dno. Panstwo w kryzysie, niezapewniajace podstawowych form pomocy (od kursow jezykowych poczawszy, po posrednictwie prawnym, pomocy w poszukiwaniu pracy, nie mowiac o preferencyjnych zapomogach mieszkaniowych), pozostawia ich samych sobie. Imigrant, ktory czesto opuszcza swoje panstwo pospiesznie i nie posiada nic (bo zaplacil juz wszystko posrednikowi albo podrabiaczowi paszportow), znajduje sie w prozni. Z moich obserwacji wynika, ze imigranci zwlaszcza z panstw afrykanskich (w tym Maghrebu, Syrii i Erytrei), czesto koncza na ulicy, zebrzac o jakiekolwiek srodki na zycie albo zebrzac online za pomoca portali spolecznosciowych. Przemierzajac droge od osrodkow zamknietych i prowizorycznych obozow dla uchodzcow (owianych chocby zla slawa osrodkow w Libanie i Jordanii), w zasadzie nie zmieniaja swojej sytuacji i dolaczaja do marszy prekariackich, wyciagajac bezradnie rece.

Epilog: Komisja Europejska zaproponowala panstwom UE podzielenie sie imigrantami naplywajacymi z Afryki, aby odciazyc zle funkcjonujace tymczasowe obozy dla uchodzcow na przedmurzu Europy i przepelnione osrodki zamkniete we Wloszech, Grecji i na Malcie. Kazde z panstw mialoby dostawac okreslona kwote imigrantow rocznie. System pomocowy, w obliczu kolejnego krachu, szuka radykalnych rozwiazan. Polski rzad juz protestuje.

Brak komentarzy: