Wielomiesieczna juz dyskusja wokol osob probujacych dostac sie do Polski z terenow Bialorusi polaryzuje. Polaryzuje nie tylko takich ja i moi przyjaciele, ale takze media. "Migranci", "nielegalni migranci", "transmigranci", "uchodzcy", "nachodzcy", "azylanci" - wybrzmiewaja tytuly w prasie, sieci i telewizji. W zaleznosci od opcji politycznej medium slychac, ze ci ludzie to zagrozenie, ze dopuszczaja sie czynow karalnych, ze niszcza srodowisko albo ze podrozuja miesiacami kiepsko ubrani do pogody, ze sa przewaznie mlodymi ludzmi, ze zdarzaja sie cale rodziny z dziecmi czy nawet starsze osoby. Ze sa zgony i choroby z wycienczenia i wychlodzenia. Ze to przeciez ludzie tacy, jak my...
Polecany post
24 listopada 2021, E-migrantka z pogadanka o uchodzcach i powrot do "SOS-u"
Wielomiesieczna juz dyskusja wokol osob probujacych dostac sie do Polski z terenow Bialorusi polaryzuje. Polaryzuje nie tylko takich ja i mo...
24 listopada 2021, E-migrantka z pogadanka o uchodzcach i powrot do "SOS-u"
Wielomiesieczna juz dyskusja wokol osob probujacych dostac sie do Polski z terenow Bialorusi polaryzuje. Polaryzuje nie tylko takich ja i moi przyjaciele, ale takze media. "Migranci", "nielegalni migranci", "transmigranci", "uchodzcy", "nachodzcy", "azylanci" - wybrzmiewaja tytuly w prasie, sieci i telewizji. W zaleznosci od opcji politycznej medium slychac, ze ci ludzie to zagrozenie, ze dopuszczaja sie czynow karalnych, ze niszcza srodowisko albo ze podrozuja miesiacami kiepsko ubrani do pogody, ze sa przewaznie mlodymi ludzmi, ze zdarzaja sie cale rodziny z dziecmi czy nawet starsze osoby. Ze sa zgony i choroby z wycienczenia i wychlodzenia. Ze to przeciez ludzie tacy, jak my...
10 kwietnia 2021, jak duze miasta (nie) zapewniaja swoim mieszkankom bezpieczenstwo (a)
![]() |
| fot. autorki |
Kilka dni temu media lokalne obiegla wiesc o sukcesie policji w walce z publicznym nagabywaniem kobiet. Pewna policjantka w cywilu przechadzala sie po ulicach wokol Dworca Polnocnego / Gare du Nord / Noordstation, a za nia kroczylo dwoch kolegow takze ubranych po cywilnemu. Zdaniem szefa odpowiedzialnego za operacje - Frédérica Dauphina, operacja pozwolila na zidentyfikowanie i ukaranie grzywna dwoch mezczyzn, ktorzy dopuszczali sie czynow uznawanych za karalne. Jakich? Pierwszy ukarany, 26-letni mezczyzna nagabywal policjantke i nalegal, aby podala mu swoj numer telefonu. Mezczyzna "kleil" sie do policjantki i potem sledzil przez kilka przecznic. Drugi z ukaranych, 41-letni mezczyzna tymczasem posunal sie dalej i wykrzykiwal obrazliwe slowa zwiazane z aktem seksualnym, a takze imitowal jezykiem sam akt seksualny.
No dobrze - gratulujemy policjantom sukcesu w zlowieniu reprezentantow plci brzydkiej, ktorzy nie przestrzegaja zasad kurtuazji w miejscach publicznych. Nadziei na poprawienie wizerunu Brukseli jako miejsca przyjaznego kobietom daje sama policja. Szef korpusu dzielnicy Nord potwirdza, ze takich akcji bedzie wiecej i beda one prowadzone w innych dzielnicach, aby ograniczyc intymidacje kobiet na ulicy. Chroni je bowiem prawo z 2014 roku o "Molestowaniu w miejscach publicznych" / "Harcèlement de rue" / "Straatintimidatie", ktore uznaje wszelkie obelgi o charakterze seksualnym, wulgarne spojrzenia czy gesty, agresje seksualna lub probe czynu agresywnego, dotykanie, sledzenie ofiary w miejscach publicznych, za czyny karalne. Osoba dopuszczajaca sie czynnosci wymienionych w poprzednim zdaniu, ryzykuje mandat w wys. od 50 do 1000 EUR i moze jej grozic nawet miesiac pozbawienia wolnosci.
Problem nie jest bynajmniej nowy. W swojej pracy dyplomowej z 2016 "Une femme dans la rue", a wiec dwa lata po ogloszeniu nowego prawa chroniacego osoby atakowane, Sofie Peeters pokazuje codziennosc mlodej mieszkanki Brukseli. "Wierze w wielokulturowosc Brukseli" deklaruje w swoim dokumencie, a jednak na trasie Anneessens-Lemonnier jest przynajmniej kilka razy atakowana slownie, sledzona, wysluchuje erotycznych fantazji na swoj temat. Jeden z rozmowcow przy tym deklaruje, ze powinna sie cieszyc, ze jest adorowana. I powinna sie przy tym zamknac, bo jest kobieta...Wielu mezczyzn wykrzykuje za dokumentalistka wulgarne okreslenia po nieudanej probie zdobycia numeru telefonu.
Czego dokument Peeters nie pokazuje, jest zlozonosc problemu. W "Kobiecie na ulicy" / "Une femme dans la rue", dziennikarka przechadza sie po dzielnicy zamieszkalej w wiekszosci przez jedna spolecznosc. W filmie osoby zapraszane do wypowiedzi upatruja problemu w kulturze mieszkancow dzielnicy Lemonnier w centrum Brukseli. Tymczasem w najnowszym reportazu w tygodniku Bruzz, ofiary legitymuja sie z okolic parku Cinquantenaire - polozonego w bardziej prestizowym zakatku stolicy Europy. Jedna z nich, attaché partii politycznej Défi, probowano zgwalcic. Inna miala za chwile dolaczyc do znajomych blisko hiplokalizacji na Placu Loix, gdy zostala brutalnie zlapana za piersi i przygarnieta sila od tylu. Inna kobieta zostala napastowana w metrze....
Zdaniem stacji RTBF, az 86 proc. kobiet doswiadcza jakiegos typu napastowania, ale zglasza fakt tylko 3,5 proc. Inna sprawa, ze trudno udowodnic jest bycie ofiara agresora na ulicy - wszystkie ofiary zapytane przez Bruzz o jakies konsekwencje wyciagniete wobec sprawcow przyznaly: sprawa zamknieta. Trudno tez ofiarom rozmawiac o swoich przezyciach i opisywac je policji. Wiele przezywa ogromny wstyd, obawia sie nie byc wzieta na powaznie. Bagatelizowana. No przeciez nie zostalam zgwalcona, to trwalo tylko kilkanascie sekund...ok, wyzwal mnie od takich a takich, ale nic nie zrobil.
"Jesli bede spuszczac wzrok i udawac, ze mnie to nie dotyczy" - wyznaje w swoim dokumencie Peeters, "to znaczy, ze sie poddalam". "Jesli sie wyprowadze, poddalam sie calkowicie". Jak maja zachowywac sie kobiety w momentach krytycznych? Jak odroznic zaloty od intymidacji i napastowania? Zdaniem Liesbet Stevens z Instytutu na rzecz Rownosci Kobiet i Mezczyzn IGVM , zachowanie karalne spelnia kilka czynnikow: ma miejsce w przestrzeni publicznej, dotyka konkretnej osoby, nie ogolu (np. stwierdzenie, ze "wszystkie kobiety to dziwki", nie bedzie rozpatrywane w tej kategorii), i jest powazna proba umniejszenia wartosci tej osoby. Zatem fakt bycia nazwana "dziwka" przez nieznanego mezczyzne na ulicy podlegalby pod "paragraf". W momencie doswiadczenia napastowania w przestrzeni miejskiej, kobieta moze zlozyc skarge pod adresem: https://www.seksueelgeweld.be/ lub https://www.violencessexuelles.be/ oraz https://www.sosviol.be. Jesli nie mowi po angielsku, francusku, niderlandzku, moze poprosic o bezplatne tlumaczenie. Pozostaje wierzyc, ze wiecej z nas bedzie decydowac sie na zlozenie skargi i ze bedzie otoczone osobami, ktore pomoga. W sumie nasze miasto to my - ani mniej, ani wiecej.
7 marca 2021, emigranckie poszukiwanie mieszkania czyli kajaj sie!
- Poprzedni lokator mieszkal w tym lokalu przz 17 lat, bardzo sobie cenil mieszkanie w nim. Ja zostawiam mieszkanie w takim stanie, w jakim on je zostawil. Jak Pani chce, moze sobie je Pani odmalowac. Plus 2 miesiace gwarancji na moje prywatne konto. Acha, lokatorzy sa bardzo spokojni. Pani z parteru mieszka sama z 9 kotami, wyzej studentka pielegniarstwa, a pod Pania mieszka starsza osoba.
-Nie, w mieszkaniu nie ma mozliwosci podlaczenia pralki. Ale wokol ma Pani kilka pralni, nie powinno byc problemu. No nie, na rower tez nie ma miejsca. Moze Pani poprosic Pania, ktora mieszka pietro nizej, o zgode na jego umieszczenie pod schodami. Prosze uwazac, to bardzo spokojna osoba, nie lubi, kiedy jej sie przeszkadza. Bala sie poprzedniego lokatora, dlatego zostal on usuniety z tego lokum.
-Wie Pani, to, co Pani w tej chwili oglada to jedna z propozycji. Ja widze, ze sie Pani to srednio podoba. No troche lat to ma, bojler na wode jest, starsza juz kuchenka i lazienka ma problem z rurami. W przyszlym miesiacu kogos przysle, to Pani te przecieki zreperuja. A jak nie, to mam kilka kawalerek w scislym centrum miasta, moze bedzie Pani zainteresowana. Nie oferuje tej propozycji innym kandydatom, tylko Pani.
-Tak, kaucja wymagana, gotowka prosze Pani. Ma Pani dzieci? Ile osob bedzie mieszkalo z Pania? Bo wie Pani, ludzie mowia, ze beda sami, a potem nagle cale rodziny siedza na kilkunastu metrach kwadratowych.
-Hmm, nie pamietam nic o napisaniu w ogloszeniu, ze oferowalem dwa pokoje. To jest jeden pokoj, przedzielony szafa od drugiego. Kuchnia oddzielnie, no i lazienka oddzielnie. Przepraszam za balagan, lokator duzo pil i pozostawial butelki. A i za swiatlo nie zaplacil, w zwiazku z tym wizyta odbywa sie przy swiecach.
-Ja mowie, ze wszystko jest wliczone w czynsz, bo liczniki sa tylko pod jedno mieszkanie, a nie pod dwa. To zostalo wyliczone na oko, przy przecietnej konsumpcji.
![]() |
| Bruksela 2021:"warunki: dowod osobisty, odcinki plac". "Mieszkanie idealne dla pary bez dzieci". Fot. autorki |
Dwudziesty pierwszy wiek, centrum Europy. Moze to byc Bruksela, ale pewnie i Londyn, Madryt, Paryz. Wszedzie, gdzie istnieje ogromny glod mieszkan na wynajem i niewystarczajaca podaz. O takich wlascicielach, czerpiacych garsciami z ciezkiej sytuacji na rynku, mowi sie, ze handluja snem ( fran. "marchand de someil").
Latami nie remontuja swoich nieruchomosci, czesto nielegalnie je zabudowujac. Chodzi o zachowanie maksymalnej rentownosci przy minimalnych nakladach. Aby jednak czerpac maksymalny zysk z posiadanego mienia, trzeba nie lada kreatywnosci. A takich wlascicieli wymienione miasta maja pod dostatkiem.
Jakie dzialania wchodza w gre? Wystarczy w kamienicy oficjalnie przyporzadkowanej jako "dom jednorodzinny", dokonac podzialu wiekszych mieszkan na dwie, czy trzy niezalezne jednostki. Wszystkie mieszkania beda mialy jeden piec gazowy i jeden licznik wody, gazu i pradu. Lokatorzy nie dowiedza sie zatem, ile wynosi ich realna konsumpcja, bo beda oplacali "all inclusive".
Zdarza sie, ze wlasciciel nie dysponuje pozwoleniem na transformacje powierzni takiej jak piwnica lub strych na lokal mieszkalny. Wtedy nie tylko liczniki sa podlaczone pod lokale ponizej lub powyzej, ale istnieje rowniez realne ryzyko zalania powierzchni lub pojawienia sie grzyba na scianach okalajacych rury wychodzace. Nie mowiac o braku dostepu swiatla, braku stosownej izolacji czy wlasciwego przeplywu powietrza.
Bywa rowniez, ze kilkunastometrowe "kanciapy" nie posiadaja opcji meldunku. Wlasciciel wyjezdza na wakacje lub korzysta z zasilkow i formalnie na niego zarejestrowane jest mienie. Wielu lokatorow rowniez ucieka sie do tej opcji, jesli czuja, ze moglaby sie im przydac gotowka. Wowczas nielegalnie podnajmuja pokoje studentom, pracownikom zatrudnianym przez agencje pracy tymczasowej, osobom, ktore nie posiadaja dokumentow i ktorym nie zalezy na adresie.
![]() |
| Photo by rsvstks, freeimages.com |
Co z tej dosc niekorzystnej sytuacji wynosi lokator? Po wielu bezowocnych wizytach, niekonkluzywnej korespondencji odczuwa frustracje, ale kontynuuje poszukiwania. Zbiera stosowne dokumenty, aby udowodnic, ze jego profil lokatora jest ok - odcinki plac z poprzednich miesiecy, umowa o prace, kilka ostatnich wplat czynszu, kopia karty pobytu - jeszcze tylko troche, jeszcze troche i znajdzie "to" wlasciwe mieszkanie. Czeka cierpliwie w kolejce i w duchu liczy potencjalna konkurencje (student - jesli nie ma gwaranta, nie dadza mu mieszkania, bezrobotny nie ma szans, bo nie pracuje; osoby na zapomodze nie wchodza w rachube z tego samego powodu; osoba starsza nie da rady oplacac czynszu ze swojej emerytury; para z dziecmi tez moze sie pozegnac z lokum, maja dzieci, a przeciez mieszkanie bylo "idealne dla jednej, max. dwoch osob").
No dobrze, powtarzamy sobie w duchu. Nie jest jeszcze tak zle. Choc nie posiadamy imienia i nazwiska "swojskiego", to przeciez nasz kraj znajduje sie w Unii Europejskiej. Moze nasza kandydatura na lokatora zostanie uwzgledniona. Gorzej, jesli nasze imie brzmi bardziej egzotycznie, jesli mamy inny kolor skory lub mniej korzystna sytuacja materialna. Dwa lata temu Centrum Federalne ds. Rownych Szans Unia otworzyla 271 ankiet dyskryminacyjnych - wzrost o 42 proc. w porownaniu z poprzednim rokiem. Prawie polowa dotyczyla sytuacji materialnej kandydata, 27,2 proc. bylo oparte o kryterium rasowe.
Inne badania, prowadzone w 2017 przez VUB , dowiodly, ze posiadac imie o brzmieniu egzotycznym (tu okreslono je jako "polnocno-afrykanskie" i "subsaharyjskie"), to odpowiednio w 23% i 21% (mezczyzni), byc dyskryminowanym. Jakie przejawy dyskrymiacji? Odmowienie wizyty, wymowienie sie wynajeciem mienia, kiedy ono wciaz bylo dostepne dla innych kandydatow.
Ulga? Nie do konca. Nawet posiadajac odpowiedni profil, na koniec powinnismy zademonstrowac swoja wdziecznosc, ze zostalismy wybrani. Zdobyc mieszkanie na wyjanem anno 2021 to jak wygrac konkurs na zdrapke. Co z tego, ze potem zostaja brudne palce...
1 maja 2018, UK przeprasza swoich obywateli z pokolenia "Windrush"
![]() |
| fot. Anik Bertrand |
Juz drugi brytyjski premier przeprasza. Najpierw laur przypadl Tony'emu Blairowi za konflikt w Zatoce Perskiej. W 2016 polityk wyrazil wrecz skruche za swoje decyzje: "Mam w sobie wiecej cierpienia, zalu i skruchy, niz mozecie sobie wyobrazic". W tej chwili podobnym zalem okryla sie Teresa May - aktualna brytyjska premier, a wczesniej Minister Spraw Wewnetrznych. "Chce przeprosic za caly niepokoj, jaki mogl byc spowodowany [dzialaniami politycznymi, przyp. red.]".
Rzeczywiscie ludzie, ktorzy po II wojnie swiatowej byli zapraszani jako czesto nieletni do wypelnienia luki w zatrudnieniu w wyludnionej Wielkiej Brytanii wraz z rodzinami, przyplywali z 12 krajow tzw. West Indies przez londynski port o tej samej nazwie, ktorym zreszta przez stulecia docieraly do UK towary z Commonwealth. Pochodzili przewaznie z Trynidadu i Tobago, Jamajki, Barbadosu, Wysp Dominiki, Gujany, i do 1971 mogli swobodnie przemieszczac w obrebie brytyjskich terytoriow zamorskich.
Windrush Generation cieszylo sie specjalnym statusem, mialo zapewniona prace i swiadczenia socjalne oraz opieke zdrowotna. Trudno sie dziwic, ze ci, czesto awansujacy w zyciu w UK dawni imigranci, nie spieszyli sie z ubieganiem sie o paszport brytyjski, bo wierzyli, ze sa pod ochrona. Zreszta uplywaly lata, rosly najpierw dzieci, potem wnuki i nic nie zapowiadalo naglego odwrotu i zmiany strategii panstwa brytyjskiego wobec swoich obywateli.
Czy jest wiec za co przepraszac? Kiedy Teresa May byla Minister, z jej ust padla grozba wobec weteranow pokolenia Windrush: "Wracajcie do domow albo przygotujcie sie na aresztowanie" ["Go home or face arrest"]. Brzmialo to wowczas nie tylko smutno, ale i cynicznie. Wiekszosc imigrantow z pokolenia Windrush byla przeciez od ponad 50 lat...w domu. Niektorzy nie widzieli swoich krajow od dziecinstwa! Skutkiem takiej polityki wewnetrznnej byla rosnaca nieufnosc wobec dawnych imigrantow. Wielu stracilo prace, w konsekwencji czesto dach nad glowa. Wiekszosc z tych, ktorzy nie mieli brytyjskiego paszportu, byla postawiona przed faktem deportacji.
Oczywiscie nie tylko glowa ryby, czyli kuluary ministerialne za kadencji May, mialy smierdzacy problem. The Guardian dotarl do tajnej notki, adresowanej do szefowej Home Office Amber Rudd, jakoby limity na przymusowe deportacje zostaly wyczerpane i na liscie do deportacji znalazlo sie ok. 12 800 nazwisk, w wiekszosci weteranow Windrush. Polityczka poczatkowo nie przyznala sie do aprobaty antyimigracyjnych dzialan, jednak po miazdzacej krytyce ze strony wspolpracownikow nizszego szczebla Home Office oraz Partii Pracy w House of Commons (jakoby ustalony byl limit 10% wydalen nielegalnych imigrantow w ciagu 2017-2018 i jakoby korespondencja dotarla nawet do brytyjskiej premier, sygnowana nazwiskiem Rudd), zrezygnowala ze swojego stanowiska. Gorzej - na jaw wyszlo, ze dane tych, ktorzy zarejestrowali sie jako dawni obywatele Commonwealth na terytorium UK, w tajemniczy sposob zaginely lub zostaly zniszczone i nie ma w efekcie sladu po niektorych mieszkancach Wysp, jakoby w ogole tam przyjechali...
Nieslawa Home Office w przypadku ofiar z pokolenia Windrush to jednak jeden z niepokojacych elementow polityki imigracyjnej UK. W sekretnej notce i innych dokumentach, ktore wyciekly z Home ujawniono, ze dwie operacje byly w trakcie realizacji: Perceptor, pozwalajaca na szybka, jednodniowa procedure od aresztowania do deportacji (tutaj celami byly osoby, ktore nie mialy rodziny w UK), oraz Gopik, ktorej celem bylo pozbycie sie imigrantow z UE z 3 i wiecej wyrokami.
Jak zas czuja sie sami mieszkancy wysp brytyjskich, ktorzy przyplywali statkiem "Empire Windrush" do UK lata temu? Czesciowo mozna to zobaczyc w Museum of London Docklands na czesci wystawy stalej "London, Sugar, Slavery" oraz w Maritime Museum w Greenwich, choc tutaj w ujeciu romantycznych "Piratow z Karaibow". W tej chwili wiekszosc czuje zal, zlosc za to, ze zostali okradzeni z tozsamosci, pozbawieni marzenia, jakim bylo zycie w UK. To troche tak, jakby ktos rozluznial im wiezy, jakie maja od lat ze swoim krajem...
16 lutego 2018, wracam do kraju, a co potem?
![]() |
| fot. wojtek111 |
-Polska ma najwyzszy wskaznik umow terminowych w calej UE - podsumowal polski rynek pracy Dominik Owczarek z Instytutu Spraw Publicznych w radiowej debacie "Czworki" o powrotach Polakow z emigracji. Co to oznacza? Ano to, ze wciaz na umowe o prace trzeba zasluzyc i mozna latami terminowac bez zasluzonego zabezpieczenia przyszlosci. Ekspert dodal tez, ze Polacy zajmuja drugie miejsce, po Grekach, w rankingu pracujacych najdluzej. Zarowno czas pracy, ktory wynosi 40 godzin tygodniowo, jak i niepewnosc zatrudnienia, stawiaja nas w nienajlepszym swietle. Chcialoby sie dodac rowniez nieplatne nadgodziny, potrzebe proszenia o urlop, odbieranie telefonow poza godzinami pracy (bynajmniej nie w sytuacji kryzysowej).
Wrocmy jednak do debaty. Temat cokolwiek nosny zwlaszcza, jesli cytuje sie przewoznikow paczek z Wielkiej Brytanii do Polski krzyczacych o dziewieciokrotnie wiekszym zainteresowaniu migrantow przeprowadzka do kraju. Goscie: specjalisci pracujacy z tzw. reemigrantami, Polacy, ktorzy wrocili, szef portalu Workservice, ktory publikuje rokrocznie raport o polskiej emigracji, ale takze polscy ekspaci i redaktorzy portalu powroty.gov.pl- dowodzili, ze istnieje przepasc miedzy tym, co bylo, a tym, co zastalismy po przeprowadzce, zwlaszcza w sektorze edukacyjnym. Anna Owczarska-Osinska, terapeutka z osrodka "Ogrody Zmian" dodala, ze za emigracje rodzicow placa dzieci: wychowywane przez babcie albo sasiadow, nie do konca dostosowane do zmiany jezyka i systemu ksztalcenia w Polsce, ale rowniez osoby starsze, pozostawione czesto samym sobie w nie do konca komfortowych warunkach. Dzieci przy tym odnajduja sie w systemie, ktory nie ulatwia ich reintegracji.
Rozwiazanie systemowe, o ktore apelowala terapeutka, powstalo - ale dopiero w 2016 roku i od 2017 jest wdrazane do szkol. Mowa o oddzialach przygotowawczych, w ktorych dzieci "powracajacych" sa grupowane po 15 w odpowiednich klasach i nauczane polskiego, polskiej kultury, itp. Nie ma jednak zadnych badan prowadzonych w ciagu nauki w takiej klasie (ile miesiecy, lat trwa nauka, podstawy programowe), wiadomo tylko, ze minimalna liczba godzin jezyka to 20 w klasach I-III szkoly podstawowej i 26 w klasach ponadpodstawowych. Jak wiemy, dzieci wychowywane na dwujezyczne powinny jak najwczesniej miec kontakt z jezykami, nawet od 1 roku zycia. Pozniej, po 8 roku zycia, ich zdolnosc absorbcji slownika innego jezyka, bedzie mniejsza. Dochodzi tym samym do tego, ze "dzieci i mlodziez staja sie towarem slabo eksportowalnym", jak podala Malwina Wrotniak z portalu bankier.pl.
Inna kwestia jest tez, o czym mowili uczestnicy debaty radiowej, kwestia emocjonalna. Poczucie osamotnienia, stres zwiazany z powrotem, poczucie niespelnienia, krachu marzen, poczucie zaczynania wszystkiego od poczatku nawet, jesli poruszamy sie po swojskim, znanym gruncie. Zdaniem rozmowcow, nie ma programu reintegracji, ktory pomagalby Polakom odnalezc sie w nowej/starej rzeczywistosci. Do tego dochodzi takze postawa pracodawcy, ktory czesto nie korzysta z bogactwa doswiadczenia, wiedzy i jezyka, jakim dysponuja powracajacy pracownicy. Poteguje sie wiec niekorzystne zjawisko socjologiczne, ktore rowniez zostalo podane przez jedna z ekspertek - "drenazu mozgu" lub jego marnotrawstwa.
Czy znaczy to, ze checi powrotu nie ma? Z pewnoscia jest. I kazdy z nas jej doswiadcza. Tesknote za krajem mozemy sobie oslodzic, chodzac po polskich sklepach, korzystajac z polskich uslug, wymieniajac sie doswiadczeniami z Polakami, ktorzy takze mieszkaja poza granicami kraju, ale czy naprawde chcemy wrocic? Czy nie jest tak, jak powiedziala dziennikarka bankier.pl w rozmowie radiowej o powrotach: "emigracja uzaleznia - jesli raz podejmie sie decyzje, istnieje przeslanka, ze latwiej bedzie tez wyemigrowac ponownie, do innego kraju"?
19 listopada 2017, raz, dwa, trzy transmigrantem jestes Ty
![]() |
| fot. David Ruiz |
Slownik jezyka polskiego PWN nie poradzil sobie z definicja tego slowa. "Transmigracja" oznacza w klasycznym znaczeniu reinkarnacje, przemiane. Tymczasem jakis czas temu w socjologii i psychologii miedzykulturowej termin ten pojawil sie w innym kontekscie i poszerzyl spectrum, w jakim rozpatrujemy migracje i skutki z nia zwiazane.
Florentine byla jednym z transmigrantow. A chyba jeszcze bardziej jej 9-letnie dziecko. Kiedy zobaczylam mala, pomyslalam: "my mozemy sie od takich dzieci uczyc adaptacji kulturowej i jezykowej". Mala spokojnie sobie rysowala zwierzaki na kartce papieru, odpowiadajac mamie po wlosku, czasem po francusku lub angielsku, a czasem w jezyku ojczystym Wolof. Urodzila sie we Wloszech, w domu mowilo sie w jezyku Wolof i w pidzyn. Mieszkali w Neapolu przez pierwsze lata podstawowki dziewczynki, potem zas mama rozstala sie z ojcem i przyjechala za praca do Belgii. Tu urodzilo sie drugie dziecko, z ojca Belga.
Florentine przybyla do Europy za owczesnym mezem i szybko sie usamodzielnila. Lubila Italie, ale nie mogla znalezc satysfakcjonujacej pracy, choc zrobila szkolenie z zakresu radiologii i technologii obrazowania medycznego. Pewna klinika w Brukseli zaoferowala jej prace na tym stanowisku, wiec spakowala walizki, upchnela mala w samochod i znalazla sie w Belgii. Nie wie, na jak dlugo. W rok po otrzymaniu umowy zaszla w ciaze z innym mezczyzna, probowala, jak sama podkresla, ulozyc sobie zycie, ale nie wyszlo. Poki co wiec dzieci chodza do francuskiej szkoly, nauczyly sie biegle mowic w tym jezyku, a ich mama rozpoczela nauke jezyka niderlandzkiego. Czy Italia odeszla w zapomnienie? Florentine ma tam swoja siostre, szczesliwa mame blizniakow, i wie, ze byc moze jeszcze wroci do swoich.
Jesli przeanalizowac zycie Florentine, to wymyka sie ono tradycyjnemu podejsciu do migracji. Migracja bowiem, przynajmniej do XX wieku oznaczala przybycie z punktu A do punktu B. Ktos, kto pomieszkiwal w kilku krajach jednoczesnie, traktowano jako wagabunde, awanturnika albo pracownika sluzby dyplomatycznej na misji (a wiec czesto nie z wyboru). Bylo jasnym, ze migrant migruje na stale do innego panstwa, albo tymczasowo, ale tylko po to, aby wrocic do ojczyzny.
W dzisiejszym superroznorodnym swiecie, jak chca holenderscy autorzy ksiazek "Superdiversiteit" i "Transmigratie" - Dirk Geldof i Mieke Schrooten, tak sztywny podzial nie istnieje, a plynna nowoczesnosc, z jej mobilnoscia, wymaga przyjrzenia sie fenomenowi migracji od poczatku. Dlatego, co podkreslaja teoretycy, nowe pojecie dotyczy migracji jako fenomenu tymczasowego, z wielu punktow albo poprzez przemieszczanie sie z punktu A do punktu B, do punktu C i dalej, z mozliwymi tymczasowymi powrotami do poprzednich miejsc zamieszkania. W swietle definicji "transmigranci stale przemieszczaja sie miedzy roznymi modus operandi oraz miedzy sieciami tak rejestrowalnymi, jak i ukrytymi, lokalnymi, jak i globalnymi".
Skad potrzeba weryfikacji pojec socjologii migracji? Poniewaz ruch transmigrancki dotyczy nie jednostek, ale calych grup spolecznych, duzych odsetkow nacji (w Wikipedii za przyklad sluza Marokanczycy, ktorzy po kryzysie w 2008 w Hiszpanii postanowili osiasc w Belgii lub Holandii albo migranci afrykanscy, ktorzy, aby dostac sie do Europy, najpierw pracowali tymczasowo w Libii, Maroku, Egipcie, potem przeprawiali sie przez Morze Srodziemne do Europy, zatrzymujac sie na jakis czas we Francji, a na koniec docierali do Wielkiej Brytanii). Roznica pomiedzy tradycyjnymi migrantami, a ich trans- kolegami polega na tym, ze wieksza jest mobilnosc tych ostatnich oraz poczucie tymczasowosci w realizacji projektu docelowego. Transmigrant nie potrafi dokladnie okreslic, czy kraj, w jakim sie zatrzymal, bedzie tym ostatecznym, docelowym. Traktuje go jako tymczasowy, bo przeciez sytuacja moze ulec zmianie.
Kiedy o tym pisze, widze Polakow, ktorzy przyjechali do Belgii z Wielkiej Brytanii, Polakow, ktorzy "zadekowali" sie w Brukseli z Niemiec czy Hiszpanii. I widze siebie, bo tez jestem transmigrantka w superroznorodnej Brukseli.
3 listopada 2017: o social dumpingu i podwojnym opodatkowaniu
![]() |
fot. Jerzy Müller |
-Nie wierze, za 4 lata bedziemy zarabiac tyle samo, co Belgowie, na tym samym stanowisku! - ekscytowal sie moj kolega.
-Ale najpierw zaplacimy w Polsce podatki od pracy za granica, moze nawet wyzsze, niz w Belgii - ripostowala jego zona.
Rzeczywiscie wlasnie wybuchla rewolucja. Po poltorarocznych negocjacjach panstw UE, Komisja Europejska zdecydowala wprowadzic stopniowo rowne place dla pracownikow oddelegowanych do pracy w innym panstwie czlonkowskim. Oznacza to, ze polski budowlaniec bedzie zarabial w 2021 roku tyle samo, co jego niemiecki kolega.
Kim jest pracownik oddelegowany? To pracownik, ktory przez biuro posrednictwa pracy w Polsce pracuje na okreslonych kontaktach (jak dotychczas 24 miesiace), po ratyfikacji zmian kontrakt bedzie mogl trwac maksymalnie 12 miesiecy z mozliwoscia przedluzenia do 6 miesiecy po tym czasie. Jak dotychczas Polska byla liderem w wysylce pracownikow za granice. Bylismy liderem w pracy oddelegowanej we Francji, choc, zgodnie z analizami portalu money.pl, pracownicy polscy jezdzili czesciej do Niemiec (57% oddelegowan w porownaniu do Francji z 12% i Belgii z 9%). Najwiecej pracownikow oddelegowanych pracowalo w sektorze budowlanym (blisko 50%), potem w przemysle, pracy socjalnej i edukacji (razem ok 30%). Moze dlatego francuski prezydent Emanuel Macron postanowil wziac sie za pracownikow z Europy Wschodniej i podczas negocjacji w KE Francja reprezentowala nieprzejednane stanowisko i, jak podal francuski dziennik Le Monde, "Macron odnotowal swoje pierwsze zwyciestwo europejskie". Francja bowiem opowiedziala sie za zmniejszeniem okresu oddelegowania do 12 miesiecy i twardo negocjowala swoja pozycje. Bulgaria, Slowacja, Rumunia i Czechy zajely profrancuskie stanowisko. Polska, Wegry, Litwa i Lotwa glosowaly przeciw, zapewne przeczuwajac zmiany, jakie nowe prawo wniesie do mobilnosci pracownikow i do kondycji zatrudnionych w sektorze budowlanym.
Obaw panstw, do ktorych jezdza pracownicy czasowi, z pewnoscia nie nalezy lekcewazyc. Zjawisko dumpingu socjalnego (zatrudniania tzw. taniej sily roboczej z krajow o nizszym wskazniku plac lub przenoszenia linii produkcyjnej do krajow "tanszych" w kosztach produkcji), doprowadzalo do ograniczenia zatrudniania lokalnej sily roboczej na korzysc tanszej konkurencji. Co wazne - tanszej rowniez pod wzgledem kosztow zatrudnienia (ok 66% belgijskich firm zatrudnialo pracownikow z pominieciem procedur podatkowych, a zatem oszukiwalo fiskus). Tani pracownik wiec pracowal na poly legalnie, na poly nielegalnie, za place, na ktora nawet nie spojrzalby jego kolega z tzw. Starej Europy.
Polacy przez lata byli oplacalnymi pracownikami. Czy jednak jest tak aktualnie? Jeszcze niedawno polski robotnik mogl liczyc na zatrudnienie w belgijskim przedsiebiorstwie, w tej chwili i on stal sie "za drogi" dla belgijskiego pracodawcy i zostal zastapiony przez rumunskiego/portugalskiego/brazylijskiego robotnika. Czy nowa dyrektywa zmniejszy zatem zatrudnianie pracownikow oddelegowanych? Ciezar z delegowanych przejdzie raczej na pracownikow prowadzacych wlasna dzialalnosc gospodarcza (co zreszta i tak bylo norma). Wiecej - udzial pracownikow delegowanych na rynku zatrudnienia byl raczej nikly - w swietle danych podanych przez portal La Chronique specjalizujacy sie w rynku budowlanym, w Niemczech wynosil on zaledwie 1%, we Francji 1,4, w Belgii 3,6%.Czy Polska, sprzeciwiajac sie wejsciu w zycie nowych przepisow, nie dala sobie wbic bramki, operujac jezykiem kibicow?
Eksperci od prawa podatkowego sa pewni, ze w drugiej kwestii - zmiany metody opodatkowania wynagrodzenia z innego kraju - Polska podjela niekorzystna decyzje, odwracajac sie do Polakow pracujacych za granica plecami. Dlaczego? Polacy pracujacy za granica, ale majacy swoje rodziny w kraju (np. maz pracujacy legalnie w Niemczech, ktory zostawil zone i dwojke dzieci w Polsce), bedzie objety obowiazkiem zlozenia i rozliczenia PIT-u w Polsce. Jesli podatek w Polsce bedzie wyzszy niz ten w kraju, w ktorym przykladowy Polak rezyduje, bedzie musial zaplacic roznice w opodatkowaniu. Polak mieszkajacy ze swoja rodzina za granica nie bedzie musial rozliczac sie w ten sam sposob - co juz wywolalo burze na portalach polonijnych i doprowadzilo do napisania petycji dla NIE-podwojnemu opodatkowaniu. Projekt jest juz zlozony i gotowy do przeglosowania, jednak czy przypadkiem ta decyzja nie oslabi wiezow wielu emigrantow z Polska?
15 pazdziernika 2017, jacy sa potencjalni polscy emigranci?
![]() |
| Copy: Andrzejrysuje.pl |
30 wrzesnia 2017, aaaa, chetnie pozbede sie polskiego akcentu
![]() |
| fot. Marcelo Moura |
Poznajmy wiec Kasie/Kashe, ktora od 27 lat jest mieszkanka Wielkiej Brytanii, w tej chwili przebywa w Kent. Widzimy, jak zmienial sie jej wizerunek przez lata bycia na emigracji, widac w tle rowniez kilka bibelotow wskazujacych na jej patriotyzm ("Dom jest tam, gdzie zostalo serce"). Jest dumna z bycia Polka. A jednak od kilku miesiecy przeszkadza jej jej polski akcent. Bohaterka reportazu wskazuje, ze dostaje nieprzyjazne komentarze od swoich rozmowcow. I ze uslyszala nawet o 'byciu nieuprzejma' w swoim miejscu pracy. Prawdopodobnie, jak przyznaje, przez swoj akcent. Jest jej bardzo przykro z powodu dyskryminacji Anglikow wobec niej i chce to zmienic przez...zmiane swojego akcentu. W tym celu bierze korepetycje z artykulacji u logopedy.
Dlatego nie dziwi reakcja internautow na film o Kasi/Kashy. Zreszta - reakcja mieszana. Wiekszosc pociesza kobiete, zeby mowila ze swoim akcentem i nie przejmowala sie innymi. Inni, przewaznie o polskich korzeniach, dziela sie na tych, ktorzy sa dumni z polskiego akcentu (ktory przeciez jest tylko jednym w tyglu akcentow z wielu zakatkow swiata). Przytoczmy jedna z opinii:
"Bede brutalnie szczery - ona po prostu udaje kogos, kim nie jest. Szkocki, walijski, geordie, cockney, yorkshire, wloski, francuski, hiszpanski, niemiecki, polski, rosyjski - wspaniale jest miec tak rozne akcenty w UK, to czyni ten kraj wielkim. Nie musisz mowic Kroleskim Angielskim aby byc szanowana - przede wszystkim szanuj siebie"
Inna opinia, sympatyzujaca z Kasha, zgola usprawiedliwa dazenia do zmycia z siebie tego trudniego polskiego brzemienia twardego akcentu:
"Nareszcie ktos mowi o rasizmie miedzy bialymi. Kraje Europy zachodniej postrzegaja cie jako kogos gorszego. Przyczep sobie polska flage do samochodu, a nastepnego dnia twoj samochod jest zdemolowany. Tak, sa lepsi Europejczycy i gorsi. [..] Czasem wole milczec niz cos powiedziec, dziwne spojrzenie wystarczy. Rozumiem jej chec nauczenia sie perfekcyjnego angielskiego".
Dodajmy, ze srodtytul reportazu to: "Akcent mowi wiecej, niz slowa". A gdyby tak odniesc sie do tego, co kryje sie za opiniami polskich internautow, ktorzy obejrzeli film? Co moze kryc sie za checia zamieszczania flagi polski na samochodzie albo przechowywania kubkow z polska estetyka? Portal natemat.pl przyjrzal sie blizej fenomenowi Polaka-emigranta i podzielil emigrantow na: swietnie wyksztalconych expatow, tych, co sobie moszcza "Mala Polske" i tych, co uciekaja od polskosci na emigracji. Jak wyglada Kasia/Kasha na tle tych portretow?
Wydaje sie, ze tez mosci sobie taka Mala Polske. Jednak wiele lat na obczyznie sprawilo, ze chce sie zasymilowac i dostosowac, takze jesli chodzi o brytyjski akcent. Czy jednak zmiana akcentu pomoze jej w realizacji planow zawodowych, socjalnych? Czy przysporzy jej przyjaciol? Kwestia akcentu to raczej jedna z warstw integracji w spoleczenstwie, tym bardziej tym wielokulturowym, gdzie kazda mniejszosc etniczna ma swoj wlasny, niepowtarzalny akcent. Wiecej - zamiast smucic sie, ze akcent pozostawia do zyczenia, moze po prostu go zaakceptowac i miec przewage nad autochtonami w tym, ze przeciez jestesmy dwujezyczni. A nawet (jak w Kanadzie czy Belgii), trojjezyczni. Wtedy kompleksy pojda spac i nie bedzie czczych oskarzen o dyskryminacje ze wzgledu na akcent. Emigranci - polubmy swoja oryginalnosc!
27 sierpnia 2017, wilkommenskultur - kultura goscinnosci w kryzysie ?
Po tym zabojstwie (prawdopodobnie zemsta za nieudzielenie pomocy i odmowienie wsparcia finansowego - polski emigrant procesowal sie ze swoim szefem, ktory wygral w trybunale pierwszej instancji), w spolecznosci polskiej w Belgii opinie podzielily sie na te, ktore okreslaly Polaka mianem terrorysty (bo zabil niewinna osobe, ktora go nie znala), i na takie, ktore go usprawiedliwialy (bo nie dostal wystarczajacej pomocy, nie mial srodkow do zycia, przez problemy przestal racjonalnie myslec). Z relacji bylego szefa (tego, z ktorym Polak sie procesowal o odszkodowanie), wynika, ze Sebastian H. byl zwalniany 3 razy w ciagu 10 lat, "ze naduzywal substancji i ze falsyfikowal dokumenty pracy". Z relacji wlasciciela mieszkania, w ktorym przebywal Polak wynika zas, ze "mezczyzna czul sie oszukany, ze jego papiery nie byly w porzadku, ze nieslusznie pracodawca wygral z nim w sadzie". Zdaniem wlasciciela, Polak nie otrzymal pomocy, o jaka prosil i byl zdesperowany. Sebastian H. przegral z systemem, do ktorego chcial sie zwrocic o pomoc.
Czy zatem zdesperowanego mezczyzne, ktorego system zawiodl nazwac terrorysta, czy nie, nie jest pytaniem slusznym. Poprawniej bedzie spytac: czy Polak za bardzo nie wierzyl w panstwo socjalne i pomoc w sytuacji, kiedy sam nie byl swietym?
W Belgii, wedlug raportu Centrum Demokracji Bezposredniej, na jednego imigranta europejskiego rzad Belgii wydaje blisko 5 696 EUR rocznie, a na imigranta spoza Europy juz 10 115 EUR. Rocznie imigracja do Belgii kosztuje kraj 8 miliardow EUR. Co w efekcie produkuje takie liczby? Przede wszystkim swiadczenia socjalne (czyli pomoc spoleczna instytucji federalnych), oraz ochrona spoleczna (wypadek przy pracy, zasilki dla bezrobotnych, wakacje, zasilki rodzinne, emerytura obcokrajowcow zarejestrowanych w Belgii), a takze studia...oraz praca na czarno. W 2017 dziura budzetowa kraju w zakresie securite sociale wyniosla 2 mld EUR. Wedlug statystyk Centrum (zwiazanego z belgijska partia eurosceptykow Parti Populaire), sama praca na czarno to nieodzyskany uszczerbek 10 mld EUR w budzecie (ktory przeciez moglby zreperowac dziure), wiec imigracja (a raczej pomoc na rzecz integracji), slono kosztuje system. Jakkolwiek pozytywne sa inne dane - wedlug OECD imigracja do Belgii przynosi zysk w kiesie publicznej rzedu 3 500 EUR, jesli popatrzec na wykres ilustrujacy zestawienie wydatkow na ochrone spoleczna, maly kraj krola Filipa wydaje duzo:
Czy wiec takie zachowanie Polaka, jakby nie bylo przybysza do kraju, ktory go przyjal, a potem utrzymywal, oburza? Z pewnoscia polska imigracja (wedlug statystyk Eurostatu ok 80 tys Polakow mieszka w Belgii), bedzie miala mniej sympatyczne notowania. Juz teraz 60 % Belgow wierzy, ze w ich kraju jest za duzo imigrantow. Statystyki instytucji neutralnej jak OECD pokazuja zas, ze integracja (ktora jest zwlaszcza aktywnosc na rynku pracy), jest nizsza niz sredni europejski wskaznik parycypacji w spoleczenstwie przyjmujacym.
A moze problem w rozczarowaniu imigrantow jest gdzie indziej? Moze to kwestia krachu marzen o kraju, ktory przyjmie i ochroni, a nie pozwoli na porzucenie, skoro pracowalo sie, zylo w nim i jakos probowalo przetrwac (czy podrabiajac fiszki pracy, czy nie)? Niemcy maja ladne okreslenie, ktore weszlo do zycia codziennego po odwaznej deklaracji Angeli Merkel o przyjeciu miliona migrantow - kultura goscinnosci "wilkommenskultur". W tym roku, a wiec dwa lata po deklaracji niemieckiej kanclerz, Instytut Kantar Emid przeprowadzil badanie, czym jest kultura goscinnosci na 2014 osobach i jaki jest stosunek badanych do uchodzcow i imigrantow. Respondenci nadal uwazali ich kraj za goscinny, jednak preferowali integracje wysoko wykwalifikowanych imigrantow (70%), nad uchodzcami (59%). Blisko 40% zas nie chcialoby juz wiecej uchodzcow na ziemiach niemieckich. W Belgii nie powstal zaden sondaz, ale tendencje spoleczne (na miare badania europejskiego Ipsos), wydaja sie podobne.
Goscinnosc wiec istnieje, ale jest selektywna. Media publikuja mniej swiadectw zintegrowanych uchodzcow, agendy rzadowe ds. integracji cudzoziemcow szykuja zwolnienia pracownikow, sekretarz ds. Uchodzcow i Imigrantow podaje wzrost przestepczosci wsrod nielegalnych imigrantow (operacja Gaudi) i potrzebe reformy polityki migracyjnej na bardziej zaostrzona - to tendencje, ktora sprzyjaja wyciaganiu niebezpiecznych przeslanek dla wszystkich imigrantow. Pozwolmy wiec zacytowac belgijskiego polityka, ktory odwoluje sie nie do kultury goscinnosci, ale do "ludzkiej polityki", co prawda w kontekscie relokacji uchodzcow (w tej kwestii Belgia ma takze sporo do nadrobienia), jednak przeniesmy ja do kontekstu spolecznego imigrantow. Wielu z nas przeciez wciaz liczy na goscinnosc i danie szansy rozwoju profesjonalnego, spolecznego, w zamian za nalezyta kontrybucje do kasy narodowej. Wiecej ludzkiej polityki!
13 sierpnia 2017, artysci na uchodzctwie, czyli refleksje o fatum pamieci
![]() |
| Felix Nussbaum 'Exile' |
Ten obraz przypomina mi ksiazki, ktore ostatnio przeczytalam: "Emigranci", niemieckiego pisarza W. G. Sebalda i rodzimego Henryka Grynberga "Uchodzcy". Jedna i druga sa pozornie zapisami wspomnien autobiograficznych (Grynberg), lub biograficznych czterech postaci (fikcyjnych, choc wydaje sie, ze istniejacych naprawde po zapoznaniu sie z obszernym materialem zdjeciowym dolaczonym do ksiazki). Co je laczy? Wszystkie narracje sa tworzone przez postac z obrazu Nussbauma. Ludzi bez korzeni, odlaczonych jak gitara od pradu, od zycia. Zdolni do tworzenia, ale jakos pusci, bez energii, ktora popychala ich ku awangardzie w ich krajach. Niemcy, Polska, a docelowo Stany Zjednoczone, Szwajcaria, Izrael, Wielka Brytania. Grynberg nawet doslownie zauwaza, ze jeden z jego bohaterow, Marek Hlasko, po prostu nie potrafil pisac bez polskiej rzeczywistosci i tej mentalnosci, jednak odleglej od amerykanskiej. Frykowski czy sam Grynberg rowniez szukali inspiracji, ktorej jakos za oceanem bylo mniej. Byl alkohol, latwe okazje do zarobku, ale nie w zawodzie, w ktorym zablysneli w Polsce. Bohaterowie Sebalda z kolei izolowali sie od spolecznosci (w szklarni, w zakurzonym atelier, w odleglych zakatkach Europy), aby przeszlosc nie dawala znac. W obu ksiazkach niemozliwa ucieczka doprowadzala do samobojstw, samounicestwienia (terapia elektrowstraszami wujka Ambrosa), dziwactw (jak malowanie w pomieszczeniu pelnym smieci, bibelotow i ulatniajacego sie kurzu albo kontemplowanie starych plocien sprzed II wojny swiatowej przy uzyciu lupy w poszukiwaniu odpowiedzi na zabojstwo rodzicow). Pamiec rodzinna doprowadzala kolejne pokolenia do obsesyjnego szukania prawdy, grzebania w przeszlosci, w konfrontacji z trauma. Ale czy to spotkanie uleczalo? Na pewno dostarczalo wiedzy, co tak naprawde mialo miejsce. Bol jednak obecny jest w kazdej z opowiesci, kazdej karcie i zyciorysie. Nawet u czytelnika, ktory przeciez odbywa te podroze w przeszlosc, nierzadko wspominajac wlasne historie rodzinne.
Wrocmy do obrazu. Jako widz mozemy snuc tysiace przypuszczen. Ale po zapoznaniu sie z zyciorysem malarza, Felixa Nussbauma, szybko odkryjemy wspolna nic losow z jego malowanymi modelami i nim samym. Zydowskiego pochodzenia (jak wszyscy z powyzszych bohaterow), byl jednym z obiecujacych malarzy ruchu surrealisttycznego w miedzywojennych Niemczech. Po dojsciu do wladzy Hitlera najpierw ukrywal sie z zona Felka w Brukseli, a potem w Ostende. Kiedy Nazisci dotarli i tam, zostal przewieziony do Francji, a kiedy ukrywajacych sie malzonkow znaleziono w jednym z domow przyjaciol, zostali przetransportowani do Oswiecimia. Tam zginela cala rodzina Nussmauma: rodzice i brat. Ostatni z zyjacych czlonkow rodziny zmarl z wycienczenia w Stuthof.
Czy powinnam impregnowac czytajacych, kiedy opisuje historie z zeszlego stulecia? Nie, bo te historie i te narracje powtarzaja sie wsrod obiecujacych artystow-uchodzcow, ktorzy przybywaja do Europy teraz. Malarze, muzycy, poeci staraja sie o azyl, majac za soba wycienczajace podroze z wlasnych krajow, reperkusje, a czesto zabojstwa czlonkow rodziny przez rezim, ktorego byli przeciwnikami. Ta pamiec: o wlasnej ziemi, o rodzinie, o przodkach przesladuje i czasem nie pozwala na integracje, o jaka chodzi spolecznosci przyjmujacej. Jak napisal w lisciku post-it pewien somalijski uchodzca, mlody poeta, ktorego kiedys poznalam:
"Jest wiele drzwi, ktore bede dla Ciebie zamkniete. Miej odwage je otworzyc, a wtedy przeszlosc przestanie Cie scigac. Przyszlosc zagosci na Twojej twarzy usmiechem i tysiacem motyli. Idz i odlec w chmurach".
Albo bohater Sebalda:
"Jest taka niemiecka okrutna bajka, w ktorej jesli tylko poddasz sie czarowi, bedziesz musial mu ulegac do konca, az Twoje serce peknie, bez wzgledu na to, ile pracy wlozyles w jego zdjecie - w tym kontekscie tym czarem jest pamiec, pisanie i czytanie".
Czytajmy, piszmy, i pamietajmy, chocby byla to lektura bolesna.
11 czerwca 2017, opowiesc o mieszkaniach w Brukseli
Dla tych, ktorzy nie pamietaja, pisalam juz o udrekach emigranta mieszkajacego w grupie po kilka osob na kilku metrach kwadratowych. Byly to realia brytyjskie, ale i w stolicy Europy zdarza sie coraz czesciej (i jest to, naturalnie, wymieniane jako niepozadane na liscie profilu lokatorskiego przez wlascicieli mieszkan). Rzeczywiscie cale rodziny zajmuja kamienice, jedna, duza rodzina (ojciec, matka, 2 dzieci i babcia/dziadek) zajmuje pokoj z kuchnia (w realiach brukselskich to: salon, sypialnia, kuchnia i lazienka). Paradoks chce, ze wiekszosc pokojow z kuchnia wynajmowanych w Brukseli jest dla "maks. jednej osoby albo pary bez dzieci". Zwierzeta sa nawet poza kategoria - praktycznie zaden wlasciciel nie klaszcze na wiesc o tym, ze nasze mieszkanie bedzie zajmowal pies/kot/papuga. Za to kiedy przychodzi do afirmacji, czy mieszkanie jest czyste, zdarza sie, ze wlasciciel nie podaje do wiadomosci problemow z roznej masci zwierzetami towarzyskimi jak: karaluchy, pluskwy czy szczury. Tak, prosze Panstwa, w stolicy Europy ich nie brakuje.Wrocmy jednak do sedna wpisu. Statystyczny imigrant, szczegolnie niezwiazany blisko (czy to przez rodzine, czy przez zasiedzenie), z wlasna mniejszoscia kulturowa, ma male szanse na znalezienie mieszkania. Jakiegokolwiek, bo popyt na mieszkania jest ogromny, a podaz...wyraznie maleje. Tak na rynku prywatnym, jak i na rynku mieszkan socjalnych. Wedlug danych flamandzkiej telewizji VRT, 10 000 mieszkan socjalnych stoi pustych, tymczasem na listach rezerwowych (odnawianych co roku), klebi sie 80 000 potencjalnych uzytkownikow. Podpisani w tych kolejkach potwierdzaja, ze w Brukseli na mieszkanie socjalne (a zatem relatywnie tanie w porownaniu do cen rynkowych), czeka sie kilka lat. I priorytet zostal ustanowiony dla rodzicow samotnie wychowujacych dzieci, rodzin wielodzietnych, bezdomnych czy dysponujacych bardzo niskimi dochodami (a najlepiej - aby te czynniki byly skumulowane). We Flandrii podobno na mieszkania socjalne czeka sie krocej, ale rowniez trzeba "odstac". Proba rozwiazania systemowego - czyli powolanie do zycia spolecznych agencji nieruchomosci (zasada - wlasciciel powierza swoje mienie na jakis czas, agencja szuka lokatora o okreslonym "spolecznym" profilu i wynajmuje mieszkanie, czesto w bardzo dobrym stanie), wciaz nie nasyca rynku, szukajacych mieszkan jest wciaz za duzo w porownaniu do stanu rzeczy.
W Brukseli mozna powiedziec, ze wlasciciel sobie, a lokatorzy sobie. Bo to troche inne swiaty. Pierwszy - chce jak najwiecej zarobic. Drugi - chce mieszkac w mozliwie najlepszych warunkach za mozliwie najnizsza cene. Sprzeczne interesy? Niemalze, jesli wezmiemy pod uwage oczekiwania wlasciciela co do profilu lokatora:
Osoba samotna, bezdzietna, niepalaca, niepijaca musi wplacac co miesiac 700 EUR za kawalerke skladajaca sie z 1 pomieszczenia! Dodajmy, ze wynagrodzenie minimalne w Brukseli to 1531 EUR brutto, po odjeciu podatkow (ktore sa najwyzsze dla osob samotnych i singli) pozostaje...700 EUR.
Innym problemem jest standard mieszkan w najmie. W Brukseli istnieje mozliwosc (choc jest to sprzeczne z kodeksem mieszkalnym i, w zwiazku z tym, z prawem), wynajmu mieszkania w piwnicy:
W zasadzie na kazdej ulicy przechodzacy moze spotkac takie lokale. Niewystarczajaco naswietlone, wilgotne, w krotkim czasie staja sie pozywka dla grzyba i powoduja ubytek na zdrowiu. Owszem, z takiego mieszkania mozna uciec, podajac je jako "nie nadajace sie do zamieszkania", ale w praktyce ani dzielnica, ani sily porzadkowe nie przejmuja sie apelem lokatora. Ot, wybrales, to cierp.
Rozwiazaniem logicznym i oddolnym przy ogromnych cenach wynajmu i wygorowanych oczekiwaniach wlascicieli, jest faktycznie mieszkanie kolektywne. W przeciwienstwie do malych powierzchni zaieszkalych przez duze rodziny, takie mieszkanie jest wynajmowane na pokoje. Samowystarczalne, z lazienka, polaczeniem sieciowym, czesto malym aneksem kuchennym. Cena za taka przyjemnosc? Ano, trzeba jednak posiadac budzet 300-500 EUR miesiecznie. Co ciekawe, kiedys takie "koty" (francuski skrot od wspolokatorski), byly kojarzone wylacznie ze studentami. Teraz bardzo czesto taka forme zycia we wspolnocie wybieraja mlodzi profesjonalisci, czesto po 30-tce, ktorych laczy bycie singlem lub pozostawanie w niezobowiazujacym zwiazku. Dodajmy, ze wlasciciel moze liczyc na wiekszy naplyw gotowki (jesli oferuje mieszkanie 3-pokojowe, ma 3 osoby, a nie np. pare z dziecmi), stad relatywnie co 10 mieszkanie (dane z 2015 roku) jest wynajmowane w Brukseli jako KOT.
Wspaniale. Ale jesli: nie pracujesz, nie masz szans na zapomoge z OPS, jestes singlem i...az wlos jezy sie na glowie. Moze zatem squat? W Brukseli istnieje, ciagle niepelna, lista mieszkan opuszczonych albo w bardzo zlym stanie. Zajecie ich daje chociaz iluzje posiadania czegos, za co nie trzeba placic ciezkich pieniedzy (czyli, krotko mowiac, miec bilans wydatkow przynajmniej na poziomie zera). Bo jesli przeanalizujemy sytuacje mieszkania w przestrzeni, ktorej nie chcielibysmy powierzyc najlepszemu z naszych wrogow, za ktore trzeba zaplacic minimum 500 EUR (bez oplat za media), to warto podjac taki krok? I mieszkac do tego w samym centrum pieknego miasta, zwanego stolica Europy.
Zawsze tez mozna miec nadzieje na to, ze moze bedzie lepiej...bo kto jej nie ma.
4 czerwca 2017 roku, kulturowa gora lodowa
Teoria gory lodowej wziela sie z analizy genialnego antropologa, Edwarda T. Halla, ktory w 1976 roku opublikowal ksiazke "Poza kultura" - rewolucjonizujaca podejscie do kultury i do nas samych. Twierdzil bowiem, ze kultura jest przedluzeniem czlowieka, a czlowiek, dzieki swojej sile kreacji, sam wytwarza "przedluzenia", ktore pomagaja rozwinac kulture i jej osiagniecia. Co wiecej, poprzez reakcje ze swoim przedluzeniem, czlowiek przeksztalca symbol danej kultury w jej narzedzie. Tak jest na przyklad z jezykiem, czasem i przestrzenia (aspektami zajmujacymi poczesne miejsce w poszukiwaniach Halla, "Ukryty wymiar", "Bezglosny jezyk" sa tylko kilkoma pracami temu poswieconymi). Jesli odwolamy sie do slowa "woda" w jezyku, to zasadniczo wiele sie nie dowiemy. Ale jesli odwolamy sie do dzwiekow, jakie ona wydaje, konsystencji, koloru, wowczas trafimy na unikalne prawie dla kazdej kultury sformulowania, opisy, ktore rozwijaja i niejako przekraczaja biologiczne wlasciwosci tej substancji. Podobnie jest z kultura sama w sobie - wszystkie "ekstensje" - moda, sposob mowienia, ekspresja rodzaju, mowia o kulturze, o naszej tozsamosci. Przedluzenia kultury staja sie nami samymi.
Studenci wiec, konfrontujacy sie z kultura kraju, ktory ich przyjmuje, widzac, jak malo jest wymiarow tej kultury, ktore znaja (przewaznie odwoluja sie do jezyka, obserwowanych swiat czy rutyalow grzecznosciowych), i jak duzo jest jeczcze do odkrycia. Jest jeszcze inny aspekt, ktory uwiera. W ich kulturach czesto orientacja seksualna czy seksualnosc w ogole albo oficjalnie nie istnieje, albo jest ograniczona do relacji maz-zona za zamknietymi drzwiami. Maz-zona, warto podkreslic. Kiedy przybywaja do innej kultury sa nie tylko zazenowani "otwartoscia" i "wolnoscia" okazywania uczuc, ale takze wydaje im sie, ze orientacja inna niz tradycyjna heteroseksualna, jest eksponowana. Ze zdziwieniem stwierdzaja, ze jednak mimo demonstracji uczuc i spolecznego przyzwolenia na relacje LGBTQ, nie jest latwo "zobaczyc" seksualnosc danej osoby, choc w ich krajach "takie osoby wygladaja inaczej". Podobnie jest z wartosciami danej kultury - jak np religia. W spolecznosciach zachodu raczej nie ma zewnetrznych emblematow, ktore stanowia o wyznaniu. No, zdarza sie widziec osoby, ktore nosza krzyzyki. Ale poza tym - religia jest kwestia intymna i dla przybylych z kultur, gdzie religia dyktuje niejako sposob bycia i obchodzenia sie z innymi (bah, czesto jest bardziej znaczaca niz polityka i prawo swieckie), moze dojsc do szoku kulturowego. Ale o nim innym razem.
11 listopada 2016, Dziewczynka z Galicji
![]() |
| fot. National Archives of Ottawa |
Pewnie sam urzednik imigracyjny w Halifax (bo to port, do Ottawy dziewczynka dotrze pozniej), podziwial ja za odwage. Ubrana w stroj wiejski, jakby wracala wlasnie z nabozenstwa w kosciele (no bo plaszczyk i buciki juz lepszej kategorii), z malym tobolkiem zawinietym w bialy material (co tam bylo, pamiatki, swiete obrazki, a moze jedzenie?), jeszcze nie do konca zdaje sobie sprawe ze zmiany w swoim zyciu. Ot, powiedziano jej, ze jada daleko i ze pewnie juz nie wroca do wioski. Jest przejeta, za chwile czeka ja badanie lekarskie (ktore ma orzec, czy dziewczynka nadaje sie na imigrantke kanadyjska, czy trzeba ja odeslac z powrotem do Antwerpii), wypelnienie formularzy (czesto przekrecaja imiona i nazwisko, wiec trzeba pilnowac) i przydzial do obozu przejsciowego, gdzie bedzie czekac na dalsze decyzje w sprawie swojej rodziny.
Kattyna Szysz (bo tak ma najprawdopodobniej na imie dziewczynka z widokowki) zostawila wioske w Galicji - wtedy terytorium pod zaborem austriackim, dzis pewnie jej wioska znajdowalaby sie na terenie Polski albo Ukrainy. Jedno zycie - przyjaciele, krewni, sasiedzi, krowy, konie, psy i dobytek w biednych Chinach Europy. Drugie zycie - gdzies w pokoju w Kanadzie, moze z najblizsza rodzina, moze z nia sama zmuszona do dorosniecia w ciagu kilkunastu dni rejsu statkiem pasazerskim (choc wtedy jeszcze przewozono statkami surowce dla amerykanskiej strony - klebily sie na pokladzie i pod nim pojemniki z olejem napedowym, weglem), nierejestrowana na pokladzie - pasazerowie trzeciej klasy byli zbyt liczni i zbyt "malo wazni", aby sie nimi zajmowac - spala na drewnianej lawie razem z kilkoma setkami innych pasaserow, pewnie sluchajac gdzies w oddali orkiestry i programu muzycznego z tancami w czesci "kabinowej". Pewnie widziala ze swojej czesci pokladu blade panie z parasolkami, wcietymi taliami, panow z wasem i monoklami, jak grali w gry, jak spiewali i smakowali drinki na lezakach kompanii przewoznej. Moze probowala dogadac sie z innymi pozdroznymi ktorzy, jak ona, chcieli dostac sie do eldorado? Takich, jak ona, bylo przeciez wielu. W 1905 roku przewaznie wyjezdzali Zydzi z Rosji, ludnosc z zaborow: rosyjskiego i austriackiego, troche Niemcow, troche Belgow przytloczonych bieda i nierentownoscia ich gospodarstw. Troche typow niebezpiecznych dla ustroju (dzialaczy zwiazkowych, komunistow, troche zadluzonych, troche rzezimieszkow, ktorzy marzyli o wiekszych pieniadzach), troche upadlych kobiet, troche awanturnikow i lowcow przygod (zloto! ropa!). Byli i turysci angielscy - odizolowani w swoich lozach z programem artystycznym (panie mialy nawet lekcje haftu i robotek, aby utkac kolorowe pamiatki rejsu przez ocean). W pozniejszych latach - uciekali intelektualisci, artysci i uchodzcy. Byl na statkach kompanii Red Star Line (dzis muzeum migracji w Antwerpii) nawet sam Albert Einstein.
Jak skonczyla sie przygoda dziewczynki za wielka woda? Siec o tym milczy. Po wpisaniu jej nazwiska wyswietla sie tylko ten wiersz:
"Jej dlugi warkocz
konczy sie na koncu wielkiej wody
tam czeka Kanada
Polske zabrala w wezelek
tam beda ja ubierac
tam stanie sie kobieta
matka w obcym jezyku,
rozdarta miedzy dwoma wcieleniami
zyjaca zawsze po drugiej stronie
i warkocz, kiedy jest pozno
w pokoikach w Kanadzie
codziennie dluzszy w niej
na koncu wielkiej wody"
*swobodne tlumaczenie utworu Bernarda Dewulfa "Dla Kattyny Szysz"
30 pazdziernika 2016, Polscy imigranci w Brukseli - 15 lat pozniej
![]() |
| fot. Adrian Van Leen |
Badaczka posilkowala sie kilkoma przydatnymi pojeciami z zakresu socjologii, jak np. kapital spoleczny (opracowanym przez Jamesa Colemana w 1988 roku), katalizator/stymulant migracji i srodek ulatwiajacy osiaganie swoich celow na obczyznie oraz rodzaje kapitalu wedlug Pierre' a Bourdieu (1986) - spolecznego, ekonomicznego i kulturowego - zaleznosci, oczekiwan i zobowiazan, jakie mogli miec wobec siebie czlonkowie emigracji polskiej i ich rodziny oraz jakie mieli sami emigranci w postaci wiedzy fachowej (albo jej braku), predyspozycji i mozliwosci adaptacji do nowego kraju. Przepytano 23 osoby bedace w 2001 roku w Belgii, w wiekszosci w Brukseli.
Jak owczesnie podawaly szacunki polskich duszparsterstw i badaczy zajmujacych sie tematyka migracyjna (hmm, reprezentatywna liczba polskich gastarbeiterow chodzacych do kosciola na msze), w Brukseli zylo w 2001 roku ok 25 tys Polakow, a w calej Belgii ok 50 tys. (w 2015, wedlug oficjalnych statystyk, zarejestrowalo sie ok 68 403 Polakow w Belgii). Jak owczesnie wygladal portret Polaka jezdzacego za praca do Belgii? Byla to samotna, mloda kobieta, ktora zostawila rodzine w Polsce, pochodzila najczesciej z Podlasia (jak szacowali rozmowcy Grzymały-Kazłowskiej, 60-90 % przybyszy deklarowalo swoje pochodzenie z polnocno-wschodniej Polski), a precyzyjniej - trojkata Bialystok-Monki-Ciechanowiec oraz Siemiatycze, czyli relatywnie malych miast, miasteczek i wiosek w tamtych regionach.
Pochodzenie malomiasteczkowe implikowalo wiec zestaw cech mentalnych, jaki podaje badaczka: religijnosc, konserwatyzm, zamknietosc poznawcza, scisly podzial na dzien swiateczny i dzien zwykly, sentyment do kultury ludowej, wysokie spozycie alkoholu oraz nieznajomosc pewnych urzadzen, ktore w Belgii byly podstawowym sprzetem domowym (mikrofalowka, odkurzacz, dodajmy - zmywarka). Poziom edukacji rowniez nie byl imponujacy - choc kobiety, zdaniem badaczki, byly nieco lepiej wyksztalcone niz mezczyzni. Co jednak bylo porazajace - brak znajomosci jezykow (tak tak, nie tylko francuskiego, ale tez niderlandzkiego czy angielskiego) zmuszal polskich imigrantow do wykonywania "les travaux sales" - czyli prac najciezszych i najmniej oplacanych - czyli pomoc domowa (kobiety) i robotnik budowlany (mezczyzni). Co ciekawe - wystepuje takze dystans miedzy Polakami juz zasiedzialymi, pracujacymi legalnie i aktywnymi spolecznie, a tymi z szarej strefy:
"(...) stara Polonia odcina się od Polaków, którzy są na czarno. Oni nie chcą mieć z nami nic wspólnego. Oni uważają nas za gorszych.... No, odcinają się od nas totalnie w wypowiedziach. Jak oglądam jakiś dziennik belgijski i jest coś o Polakach, i są wypowiedzi jakiegoś takiego, to odcinają się totalnie. Oni nie chcą mieć z nami nic wspólnego. Nie chcą w ogóle rozmawiać. I to się czuje. Nawet jak zachodzisz do kościoła i jest stara Polonia, to oni pokazują, że są lepsi., ...stara Polonia nie utrzymuje z nami kontaktów" [Instytut Studiow Spolecznych]
a nawet - korzystanie z taniej sily roboczej "nielegalnych", ktorzy pracuja dla "patrona" zasiedzialego w Belgii czy sprzedawanie pracy (nawet kilka razy tej samej!).
Czy cos po 15 latach polskiej emigracji zarobkowej sie zmienilo? Wydaje sie, ze polska grupa imigrantow poddaje sie tym samym procesom, co w 2001 roku. Nadal mlodych, nieznajacych jezyka przybyszy rekrutuja inni, zasiedziali, ktorzy tez kiedys przeszli swoje w Belgii. Bardzo czesto, mimo musu legalnego zatrudnienia dla Polakow, pracujemy na czarno, w zawodach ponizej kwalifikacji (pomoc domowa i sektor budowlany). Szczesciarze (albo i nie), znajduja zatrudnienie w handlu jako sprzedawcy, przedstawiciele handlowi, zakladaja firmy czy biura sprzatajace. Profil jednak (male miasteczna, osoby slabo wyksztalcone, nie mowiace w jezykach oficjalnych i skupiajacy sie w konkretnych "centrach" Polonii -w Brukseli dzielnice Saint-Gilles, Anderlecht), wydaje sie nie zmieniac. Malo tego, jak pisze niezalezny dziennikarz Frederick Loore w swojej ksiazce "Belgique en soul-sol: immigration, traite et crime organise" z 2007 roku, istnieja lokalne filie handlarzy tania sila robocza, ktora posredniczy w kontaktach pracownik najemny-pracodawca i zbiera swoja "dole", ktora potem oferuje taniemu pracownikowi 10 EUR za godzine (to z kolei dane podane za dziennikiem "De Standaard" z 2006 roku).
Nie znalazlam zadnych miarodajnych studiow polskiej polonii po 2015 roku - a przeciez w doroslosc wchodzi kolejne pokolenie mlodych Polakow, ktorych rodzice zdecydowali sie wyemigrowac (i sprowadzic swoje rodziny, a takze wejsc w relacje z innymi nacjami mieszkajacymi w Belgii). Z moich obserwacji jednak wynika, ze drugie pokolenie wcale nie ma latwego zycia. Wciaz pokutuje teza starszych pokolen Polakow o tym, ze nie warto sie uczyc ani jezyka, ani kultury tego kraju, bo "sie zjedzie". Rownie dobrze brzmi wiec wyznanie jednej z rozmowczyn badaczki z 2001 roku w 2016 roku: "dzieci się porodziły, idą tutaj do przedszkola, potem już do szkoły. I co? Rodzic nawet nie jest w stanie przeczytać kartki ze szkoły. Albo zrobić spotkania u lekarza, tylko dzwonią: Pomóż, przetłumacz.. No wybacz. No wiesz mam taką opinię. Denerwuje mnie to. Uważam, że oni właśnie robią opinię Polaków takich, tylko do pracy, nic się uczy, nic nie wie". Kto zna Belgie i chce naprawde sie w niej osiedlic, ten wie, ze ten kraj jest jednym z nielicznych panstw w Europie, ktory promuje kstalcenie ustawiczne w niemal wszystkich zawodach, a sektor edukacji to jeden z bardziej rozwinietych sektorow w gospodarce.
Coz jednak, kiedy zaczynalo sie w tym samym i przez kilkanascie lat nie mialo sie czasu na doskonalenie umiejetnosci. Kroku w przod nie ulatwiaja lokalne tradycje, ktore polska emigracja przywiozla do Brukseli: "jak chodzę na śluby czy na chrzciny do ludzi z tamtych stron, z Białegostoku, to czuję się jak w Polsce. Zdziwiłam się, że coś takiego może być w środku Brukseli".
Jedyna powazniejsza roznica? W 2016 mamy ogromnie rozbudowana siec kontaktow via media spolecznosciowe. A tam - grupy "Polacy w Brukseli", "Polacy w Antwerpii", "Belgia: sprzedam, kupie, zamienie", "Belgia: oddam za darmo", polskie tygodniki online typu: niedziela.be albo belgia.net, gdzie handluje sie praca, mieszkaniami, uslugami (polskie kosmetyczki, dentysci, lekarze, transport do Polski, transport na lotnisko, tlumacze - naturalnie bez certyfikatu tlumacza). To stymuluje do pozostania w grupie homogenicznej jezykowo, do polecania albo odradzania korzystania z uslug konkretnej osoby. Do tymczasowosci i nadziei "na zjechanie" i osiedlenie sie w wychuchanym domu gdzies w swoich stronach.
Jako epilog (i cokolwiek inne spojrzenie na Polakow na emigracji), dodajmy, ze istnieje takze inna, dosc szybko rozwijajaca sie grupa Polakow - eurokraci. Swietnie wyksztalceni, znajacy jezyki obce (w tym niekoniecznie obowiazujace), chcacy sie ksztalcic (moje wieczorne zajecia z francuskiego sa zdominowane przez expatow i pracownikow agend UE) - a takze, choc trudno powiedziec, jakiego odsetka to dotyczy - chcacych po kontraktach wrocic do Polski albo wyjechac do innych krajow UE (karta dyplomatyczna nie liczy sie w stazu zamieszkania do ubiegania o obywatelstwo). Ci ludzie nie sa juz utozsamiani z dawna polska emigracja, choc pewnie takze nie maja wielu plaszczyzn spotkan z polska emigracja z polnocno-wschodniej Polski (chyba, ze zatrudniaja gosposie, opiekunki czy pracownikow remontowych). Ale to juz historia na kolejny wpis.
25 sierpnia 2016: Wiele halasu o burkini
Trudno spierac sie, czy policja dobrze egzekwuje nowe rezolucje prawne, sankcjonujace ubior burkini na plazach kilkunastu francuskich miast. Wydaje sie, ze ten "ban" ma wylacznie polityczne pobudki i jest swego rodzaju niezgrabna odpowiedzia rzadzacych lokalnie na problem braku integracji spolecznosci muzulmanskiej w ich miastach. Tylko czy oznaka braku integracji i "muzulmanska prowokacja" jest skromny, zakrywajacy kobiece ksztalty ubior do plywania? Czy takie kobiety sa bardziej niebezpieczne niz radykalni kaznodzieje, ktorzy rekrutuja potencjalnych bojownikow?
Wydaje sie, ze politycy zaczeli rozprawiac sie z problemem rosnacych napiec religijnych i spolecznych nie od tej strony. Mam nawet wrazenie, ze dzialali z podobnych pobudek, jak polscy prawicowi politycy, zakazujacy calkowicie aborcji czy zaplodnienia in vitro. Jest to wiec raczej uklon w strone prawicowego elektoratu i zdobycie ich sympatii wyborczej w najblizszych miesiacach niz zachowanie prewencyjne majace promowac nowe wzorce zachowania. Jesli wiec nazwac jakos burkini (niewazne, czy jest slownym derywatem od slowa "burka"), to jest ona chyba bardziej kielbasa wyborcza, anizeli "atakiem na wartosci europejskie".
Wracajac zas do kwestii kobiet - co, jak slusznie pisze dziennikarka Al-Jazeeery Christina Cerqueira, jesli oddamy glos samym zainteresowanym - muzulmankom? Aheda Lanetti twierdzi, ze zostala przez francuskich politykow zle zrozumiana. Ten ubior "ma konotacje pozytywne - symbolizuje wolnosc i szczescie, fun, fitness i zdrowie, a teraz oni zadaja od kobiet, zeby wyszly z plazy i wrocily do swoich kuchni?". Muzulmanskie kobiety skarza sie na dyskryminacje (okazalo sie, ze juz nie sama burkini jest opresyjnym ubiorem dla innych plazowiczow, takze zwykly szalik i dlugi rekaw koszuli), slysza ze strony innych plazowiczow obserwujacych scene wypisywania mandatu przez policje, ze "powinny wrocic do swoich krajow". Poza raz kolejny ktos czegos zakazuje, mowi w imieniu kobiet tak, jakby chcial je miec pod kontrola - czy juz tego kiedys nie przerabialysmy?
Po raz kolejny mezczyzni i prawicowi politycy, ktorym zagranie burkini przysporzy wyborcow wsrod niezdecydowanych wychodza z miarka w glowach i decyduja, co jest moralnie dozwolone. Czy zatem Nigella Lawson, ktora ubierala burkini ze wzgledow zdrowotnych (nadwrazliwosc skory na slonce), rowniez celuje w dobry smak francuskich plazowiczow? Najbardziej boli w tym ambarasie zdanie wielu feministek, ktore publikuja fotografie zakutanych kobiet w nikabach powolujac sie na to, ze taki ubior nie jest ubiorem tradycyjnym i sluzy opresji kobiet w patrialchalnym spoleczenstwie. Owszem, jest to ubior praktykowany w konkretnych kulturach (jak afganska burka). Ale czy nie jest kwestia wyboru i osobistych wolnosci, czy bedac muzulmanka w Europie ubieramy hijab, shalwar kameez czy ubior kojarzony globalnie z europejskim? Pozbawiajac kobiety decyzyjnosci, zmuszamy je do asymilacji- czy tym samym nie odwracamy sie od spolecznosci i zawieszamy rozmowy nad wspolnym byciem razem pod jednym dachem? Oddajmy glos tworczyni burkini:
"[Kiedy pierwszy raz plywalam w burkini], czulam sie wolna, pelna mocy. Czulam, ze ten basen jest moj [...] I wiecie co? Nosze bikini pod burkini. Mam to, co najlepsze z obu swiatow".
![]() |
| burkini, fot. materialy projektantki. Sprzedaz tego kostiumu wsrosla ostatnio o 200% |
















